Ogrodzenie

Ogrodzenie

Przygotowanie słupków
Ojciec jeszcze zimą przygotował słupki z żelaznych rur (110 sztuk) i przewiercał po dwa otwory na wylot, by w każdym słupku w części, która będzie pod ziemią, wspawać po dwa stalowe pręty pod kątem prostym i tak, by wystawały jakieś 5 cm z każdej strony. Wszystko to po to, by ktoś nie połaszczył się na stal i nie dał rady wyciągnąć słupków z betonu. Zrobił również bramę wjazdową i bramkę oraz 4 przęsła. Uparł się na te przęsła, bo nie miał zimą co robić, a tak zajął się dodatkowym spawaniem. Trochę mnie to kosztowało, bo stalowe pręty nie są tanie, ale że ojciec zna się na spawaniu, więc wszystko wyszło mu bardzo ładnie.
Geodeta – odświeżenie granic
Najpierw zamówiłam geodetę do odświeżenia granic. Odkopał 6 kamieni granicznych. Zapłaciłam za to 600 zł. W kwietniu 2018 r. posadziłam przy południowej granicy działki 100 sadzonek zwykłej dzikiej róży i 100 sadzonek róży pomarszczonej. Pomarszczona jest bardzo inwazyjna, więc posadziłam ją między przyszłym płotem a przyszłym oczkiem wodnym.
Piasek do betonu i sprzęt do jego mieszania
Najpierw zamówiłam wywrotkę piasku, największą jaką dysponowali (40 t piasku), dopóki jeszcze nie było płotu. Kupiłam niedużą betoniarkę (80 l) i agregat prądotwórczy 2,5 kW, wszystko woziłam moim Renault Clio (to hatchback) w bagażniku. W tym czasie mój ojciec już koczował na polu, przy kupie piachu, pilnując słupków, które przywiózł i nowego sprzętu. Rozbiliśmy namiot a obok postawiliśmy kuchenkę ze zwykłą dużą butlą gazową do gotowania posiłków. Ojciec załatwił od kuzyna dwie używane żelazne beczki do wożenia wody z rzeki. Przywiózł też swoją pompę do wody, taczkę, poziomice oraz łopatę i szpadle na żelaznych trzonkach, „bo drewniane się łamią”. Ja to bym raczej nie dała rady złamać drewnianego trzonka, ale co tam.

Zbiórka kamieni
W majówkę 2018 zaczęliśmy robić z ojcem ogrodzenie, całość to 220 metrów.
Nazbieraliśmy na sąsiednich polach (zapytaliśmy oczywiście rolnika o zgodę) 3 przyczepki kamieni, by wrzucać je potem do betonu w dołkach na słupki, by zaoszczędzić na cemencie. Ojciez zrobił jeszcze pręt z rączką do ciągnięcia taczki, bo jedna osoba na tych wertepach nie dałaby rady pchać taczki wypełnionej betonem na odległość 50-60m. Zresztą taczka ojca jest strasznie duża, sam ją kiedyś zrobił. Kupiony cement ułożyliśmy na deskach na kamieniach, żeby się nie skawalił i przykryliśmy folią. Cement dokupowaliśmy stopniowo, w zależności od potrzeb.

Wbetonowanie słupków
Zaczęliśmy od najbardziej oddalonej – zachodniej ściany. Męka – bo upał ponad 30 stopni, ale to lepiej niż deszcz. Mieliśmy w końcu tylko tydzień majówki, a potem musiałam wracać do pracy i przyjeżdżałam dopiero na weekend. Cóż, trzeba zarabiać na materiały. Ojciec tu zostawał, bo musiał pilnować wszystkiego. Pierwszą ścianę robiliśmy jakieś dwa dni. Szło nam jak krew z nosa. Drugą południową trzy dni, a najdłuższą północną (60 m) zrobiliśmy w niedzielę przed moim wyjazdem, czyli od 7:00 do 17:00. Zaczęliśmy też najkrótkszą wschodnią ścianę (42m). Ojciec dokończył ją sam, bo przy niej na samej górce koczowaliśmy i mieszaliśmy beton, więc zjeżdżał taczką w dół wzdłuż ubitej drogi i już nie było tak ciężko.

Naciąganie siatki
W maju skończyliśmy płot. Założyliśmy siatkę, a żeby nie była luźna to wciągnęliśmy drut na dwóch wysokościach wzdłuż całego płotu, przez przyspawane do słupków nakrętki. Ojciec naciągał go przy pomocy haka z tyłu samochodu, a ja mówiłam tylko kiedy jest dość. Potem już tylko wstawiliśmy przęsła, bramę i bramki. Niestety nasz agregat nie pociągnął spawarki, a specjalny, o dużej mocy z wypożyczalni się zepsuł. Więc mamy wszystko poskręcane na śruby, nawet wypory przy słupkach narożnych.

Co poszło nie tak
Po czterech latach musieliśmy przerobić bramę na szerszą, przy okazji zrobiliśmy małą zatoczkę przed bramą, żeby wjazd był łatwiejszy. Wszystko to, bo chciałam mieć piwniczkę z dwóch zbiorników do szamba, a ciężarówka mogła wjechać, ale tylko przez bramę, która miała przynajmniej 4 m szerokości. Gdybym wcześniej to wiedziała, to oczywiście uniknęlibyśmy tej przeróbki, pracy i kosztów związanych z materiałami, i zrobieniem nowej bramy.

Korzyści z płotu
Wiosną posadziliśmy sobie poletko ziemniaków i posadziliśmy trochę warzyw. Dobrze, że zdążyliśmy skończyć płot zanim ziemniaki zaczęły dzikom pachnieć, bo nic byśmy nie mieli. Rolnik wysypał górkę wapna na swoim polu naprzeciwko naszej bramy. Właśnie śmieliśmy się z jakości tego wapna, bo rósł na nim skrzyp, który przecież rośnie na kwaśnej glebie, kiedy zauważyliśmy na tej górce ślady dzików. Okazało się, że przychodzą co noc, by pomarzyć o naszych ziemniakach, a tak naprawdę, to sprawdzić, czy da się wejść i je zjeść.
Poza tym już nam o świcie nie wchodziły w namiot głodne i błąkające się konie sąsiada. Nie podchodzili również ludzie. Wcześniej zdarzyło się, że myśliwy podszedł do samego samochodu, złośliwie strzelił ojcu nad głową i uciekł. Raz ktoś zakradł się w nocy i przeciął mu nożem koło w samochodzie.

Pierwszy budynek
Czy ktoś zgadnie, czego najbardziej nam brakowało i co pojawiło się na ogrodzonej działce jako pierwsze w samym jej centrum? Ha! Oczywiście sławojka. Ojciec mnie nie spytał, gdzie ją postawić. Kupił czarną sklejkę wodoodporną z odrzutu w fabryce po drodze między moją działką a jego domem. Blachę na dach miał po wymianie swojego dachu, zresztą potrzebny był tylko nieduży kawałek, a cztery kotwy kupiłam mu w mieście w sklepie budowlanym. Wbetonował je, drewniane słupki na szkielet miał swoje. Kupiłam jeszcze ubikację turystyczną, którą spłukuje się wodą z górnego zbiornika, a nieczystości spływają do dolnego. Żyć nie umierać. Komfort naszego życia się podniósł.

Studnia wiercona

Studnia wiercona Znalazłam ekipę, która wywierciła mi studnię (30 m głębokości) w ciągu jednego dnia. By móc wiercić jeździli po

Czytaj Dalej

Dzikie jedzenie

Ważne związane z bezpieczeństwem uwagi dla amatorów dzikiego jedzenia 1. Zanim weźmiesz do ust dziki chwast postaraj się go poznać.

Czytaj Dalej

Dodaj komentarz